felieton ulubione

Wykańczam mieszkanie – moje ulubione dodatki

Cześć!

Ostatnio dość mało mnie tu, ale to za sprawą niekończącego się remontu, który o dziwo, powoli ma się już ku końcowi. Generalny remont to coś, czego nie polecam nikomu, szczególnie jeśli mieszkanie w remontowanym M. Okazuje się, że wszystkie remontowe mity o fachowcach, cenach materiałów budowlanych i tym, że remonty jak się zacznie, to się ich nigdy nie skończy, mają w sobie o wiele więcej prawdy niż mogłam się spodziewać.

Wymarzone biuro w stylu mieszanym

I w końcu jest. Jeszcze nie do końca takie, jak bym chciała, jeszcze bez ostatnich szlifów i dodatków, ale jest – może wymarzone biuro, w którym spędzam większość swojego czasu, ponieważ pracuję w domu. Z tego co pamiętam, pierwsze plany na to pomieszczenie były zupełnie inne niż efekt finalny i ewoluowały dotąd setki razy! Pierwszy plan był tylko na kartce i zupełnie nie obejmował wymiarów, przez co zakrzywiał czasoprzestrzeń i udało mi się zmieścić do pomieszczenia o wiele więcej mebli niż mogło tam wejść. Początkowo wymyśliłam sobie narożne biurko i narożną szafę. Później okazało się, że nie tak łatwo znaleźć narożne biurko takich gabarytów, a poza tym zawalę sobie połowę pomieszczenia. Postawiłam na zwykłe biurko i zwykłą szafę, a później dostępne w sklepach meble zweryfikowały moje plany jeszcze kilka razy. Samo wybieranie mebli tak, żeby pasowały do siebie, to nie lada wyczyn. Niby sklepy meblowe oferuj ą mnóstwo kolekcji, ale jak przyjdzie co do czego – nic nie pasuje.

Świetne biurko, idealny kolor i kształt – ale dostępne do 150 cm a ja potrzebuję 180! O, to śliczne i ma 180 cm, ale jest czarne i do niczego nie będzie mi pasować. A to jest idealne – 180 i białe, z drewnem, ale za to kosztuje 4 tysiące. I tak z każdym jednym dodatkiem 🙂

A ja lubię wybierać powoli. Wolę wszystko przemyśleć dwa razy, a może i trzy. A potem i tak wszystko z kartki skreślić i zacząć od nowa, bo coś wpadło mi akurat do głowy, bo znalazłam ciekawą inspirację na Pintereście, bo poprzedni pomysł to jednak już nie to, bo ten tydzień temu, jak go rysowałam byłam zupełnie inną osobą.

Lampa początkowo miała być czarnym pająkiem na cały sufit, później lekką chmurką, jeszcze później plastikowym nowoczesnym niewiadomoco, aż finalnie stanęło na minimalistycznym okręgu – ale za to ze złotym środkiem. Bo akurat taki wpadł mi w oczy w Castoramie, która aktualnie stała się moim drugim domem, podobnie jak Bricomarche.

Wykańczanie wykańcza

Z jednej strony chciałabym mieć już to wszystko za sobą. Marzę o tym, aby choć przez jakiś czas nie musieć podejmować trudnych decyzji, odpocząć, poleżeć na mojej nowej kanapie, poukładać ciuszki w nowej szafie i poczytać książkę przy nowej lampce. A z drugiej kolejne dodatki i podjęte decyzje sprawiają, że moje wymarzone biuro każdego dnia wygląda coraz lepiej, coraz bardziej przytulnie i po mojemu. Wykańczanie to też spory wydatek finansowy, nie da się ukryć, podobnie jak cały remont. Mam jednak nadzieję, że długie remontowanie skwituję długim urlopem. Już niedługo. Jeszcze tylko kilka dodatków.

Moi dodatkowi ulubieńcy

Oświetlenie w pomieszczeniu jest niezwykle ważne, szczególnie w te smętne zimowe miesiące, kiedy już tylko wyczekujemy pierwszego dnia wiosny. Ja postawiłam na ala miedzianą lampę biurową i złoto – granatową lampę sufitową. Razem może i nie stanowią całości, ale w całości stanowią piękny dodatek.

Dekoracja ścienne to podstawa! Ja mam dość wysoki sufit, więc mogę nasycić ściany niejedną dekoracją. Na wstępie postawiłam na hand made i coś własnego – powiesiłam obrazy malowane po numerach. Przemyślałam to już na etapie wyboru obrazów, więc wszystkie pasują do siebie kolorystycznie. Jak widzicie, ostatni jeszcze się kończy.

Organizacja przestrzeni to podstawa panowania nad chaosem. Zakochałam się rozwiązaniach oferowanych przez Pepco i wyjechałam stamtąd autem wypchanym po brzegi – kartonami, pudełkami, organizerami, wieszakami na ubrania, dekoracjami i wieloma innymi rzeczami, które teraz niezmiernie mnie cieszą i świetnie organizują przestrzeń. Z tego biurka jestem naprawdę dumna!

A na koniec coś pięknego i coś miłego, czyli przepiękna, nietypowa szkatułka oraz cudowny koc z Home and You, który umila mi calutką zimę. Uwielbiam go! Ma aż dwa na dwa metry i jest straszliwie ciężki, dlatego tym bardziej uwielbiam pod nim leżeć. Umila mi zimowe wieczory przy książce i kubku ulubionej herbaty w oczekiwaniu na nadchodzącą wiosnę. Bo to już niedługo, prawda?

A Wy, macie już za sobą przygodę z generalnym remontem czy wszystko jeszcze przed Wami? A może w ogóle Was to nie spotka? Tego życzę 🙂

Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *